poniedziałek, 19 maja 2014

FASHION WEEK POLAND 2014 – SUBIEKTYWNE PODSUMOWANIE





Na 10. jubileuszową edycję Fashion Week Poland tłumnie przybyli ludzie mody, szołbiznesu i przypadku.  
Pierwsze rzędy jak zwykle okupowali tak zwanie „ważni ludzie” ze „znanym polskim pisarzem” na czele.  Przerwom między pokazami towarzyszyła zagorzała dyskusja, czy identyfikator zawieszać na szyi, przy torebce, a może w torebce.  I tak dowiedziałam się, że noszenie identyfikatora na szyi to himalaje obciachu i generalnie psuje on całą koncepcję „ałtfitu".
Nowa lokalizacja, która miała dać efekt wow i podnieść prestiż imprezy, mnie osobiście nie zachwyciła. Zdecydowanie wolałam postindustrialne klimaty i podgrzewane namioty.  

Patrząc na przybyły towarzystwo, momentami miałam wątptliwości czy jestem na „najważniejszym wydarzeniu modowym w Polsce”. Dużo golizny, sporo złota, mało klasyki. Awangarda mieszała się z tandetą, glamour z kiczem, Kenzo z różowymi litami. W tłumie air maxów, creepersów i marynarek w dżunglowy print, zatęskniłam  za prostotą, minimalizmem i ponadczasową klasyką. 







Dlatego jako wyznawczyni minimalizmu w wersji ortodoksyjnej, z perwersyjną wręcz przyjemnością obejrzałam pokaz Joanny Kędziorek. Projektantka udowadnia, że szaro nie znaczy nudno i że mniej znaczy więcej. Kolekcja dla pań ceniących nade wszystko prostotę, ascezę kolorystyczną i minimalistycznie skonstruowane sylwetki. Ubrania sygnowane nazwiskiem Kędziorek nie są wydarzeniem jednego sezonu. I na tym polega siła tej kolekcji.


 Kędziorek/fot. Łukasz Szeląg


 Nie rozczarowała również Iga Szuchiewicz  tworząca pod szyldem Malgrau udowadniając, że klasyka nie musi być nudna i zachowawcza.


 Malgrau/fot. Łukasz Szeląg



  Pjotr to dla mnie objawienie łódzkiego Fashion Week’a. Nowa ekspresja, która nie uwodzi, a manifestuje. 


 Pjotr/fot. Łukasz Szeląg


 Nie zawiódł również Michał Szulc. Dwukrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nagradzany w wielu konkursach, swą najnowszą jesienno – zimową kolekcją pt. Fire udowodnił, że wielkim projektantem jest. W mistrzowski sposób żongluje proporcjami, matematycznymi kombinacjami. Mnie osobiście urzekły metaliczne kurtki i spódnice z przeskalowanymi aplikacjami udającymi kieszenie. Był ogień. I były gromkie brawa. Zasłużenie. 


 Michał Szulc/fot. Łukasz Szeląg


Nie jestem w stanie pojąć wszystkich achów i ochów nad kolekcją duetu Odio i Jakuba Pieczarkowskiego bo też doprawdy nie wiem, co może być zachwycającego w patchowrkowych strachach na wróble przyodzianych w basenowe klapki.


 ODIO & Jakub Pieczarowski/fot. Łukasz Szeląg


Patrząc na kolekcję Natalii Jaroszewskiej, miałam wątpliwości, czy aby to na pewno ubrania na jesień, zimę 2014/15. Projektantka pogodnie patrzy w przyszłość – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Liczba modelek w przezroczystościach, krótkich szortach i samych majtkach sugeruje, że aura tej zimy będzie dla nas wyjątkowo łaskawa. No ale słynne dewiza projektantki „200 procent kobiecości” zobowiązuje.


 
 Natalia Jaroszewska/fot. Łukasz Szeląg
Sama Łódź nie zawiodła, pozostając niezmienna w swej szpetności i jak co sezon dostarczająca odpowiednią ilość absurdalnych przeżyć – od rozmowy z pijanym Murzynem mówiącym (mimo upojenia) płynnie po polsku po szalonego kierowcę nocnego autobusu MPK, który raczył pasażerów hitami zespołu Rammstein.